Keep bleeding love...

Closed off from love, I didn’t need the pain.

Login:
Hasło:
Zarejestruj się!
Dla chętnych podkład.


-Widzę że chłoptaś na jedną nockę już Ciebie opuścił dziwko. - wysyczał z dziwnym uśmieszkiem i nienawiścią w oczach, za to co powiedział dostał w twarz.
Nie miałam ochoty dalej stać i gawędzić z nim jakby nic się nie stało, więc zwinnym krokiem go wyminęłam i wsiadłam do samochodu, odjeżdżając z piskiem opon. Odwracając sie jeszcze ostatni raz w jego stronę zauważyłam jak chłopak trzymał się dłonią w miejscu gdzie dostał ode mnie siarczystego plaskacza, a chwilę potem jego ręka przekształca się w pieść i samochód stojący najbliżej niego ucierpiał, ponieważ chłopak uderzył dosyć mocno w samochód.
Wkurzona na cały świat jechałam jak pirat drogowy, byle być jak najdalej od niego, będąc już blisko mojego domu rozryczałam się tak ze już nic nie widziałam, na dodatek benzyna mi się kończyła, zjechałam na pobocze, wysiadłam z samochodu zabierając wszystko co potrzebne i ruszyłam do domu.
Moje łzy mieszały się ze strugami deszczu, nie wiedziałam co mogłabym uczynić, czułam się bezradna - i taka byłam.

If you ever leave me baby
Leave some morphine out my door
'Cause it would take a whole lot of medication
To realize what we used to have,
We don't have it anymore.


Z początku tylko w myślach nuciłam piosenkę, jednak po chwili już ją śpiewałam na głos, pierwsze pięć wersów ...
Cała zmoknięta i trzęsąca się z zimna wróciłam do domu, w salonie zacięcie dyskutowała Sylvia i Jason, a ja powlekłam się do swojego pokoju i pierwsze co uczyniłam to opatulenie się ciepłym kocem.
Z szafy kusiła walizka aby się już spakować i wyjechać stąd jak najdalej, więc włączyłam jedną z moich playlist na doła i zaczęłam się pakować, co spojrzałam na telefon miałam ochotę do niego zadzwonić, usłyszeć jego głos, alea. Nie ma tego chłopaka w którym się zakochałam, jest tylko bezduszny gwiazdorek - Justin Bieber, widocznie zbieżność osób i nazwisk jest przypadkowa.
W pewnym momencie z szafki spadła ramka ze zdjęciem, co zrobiło dość duży huk, Jason i Sylvia chyba się przestraszyli że coś sobie zrobilam i jak szaleni wpadli do mojego pokoju, najpierw zjechali wzrokiem moje walizki spakowane - jedne do połowy, inne całe - a następnie moją osobę.
-Wiem, wyglądam tragicznie, już nie gapcie się tak. - powiedziałam do nich i wróciłam do pakowania walizek.
-Co to jest?! - powiedział zirytowany Jason.
-No walizki z moimi rzeczami.
-To to widzę, ale do czego one ci służą?! - mój przyjaciel delikatnie się zdenerwował, ponieważ podniósł głos.
-Nie bulwersuj się tak, robię miejsce dla ciebie, może to nie jest wymarzony pokój, ale będziesz blisko Sylvii.
-A ty? - wtrąciła się Sylvia.
-A ja? Ja będę mieszkała tymczasowo w Los Angeles, będę dzwonić do was, tylko wy mnie tutaj trzymacie, jednak tam mnie potrzebują. - powiedziałam wymuszając uśmiech.
-A szkoła?! Justin!? - powiedział Jason.
-Szkołę mam tam, a nawet zapewniającą trochę lepsze warunki.
-Nie odpowiedziałaś na Justina. - wypomniała mi Sylvia a ja stanęłam jak słup soli.
Chciałam aby zapomnieli o tym, aby zmienili temat, jednak oni cały czas wpatrywali się we mnie i oczekiwali odpowiedzi.
-Justin już nie chce mnie znać, on ... - głos mi się załamał - nie wiem jak to ująć, ale między innymi twierdzi że jestem dziwką, która daje dupy każdemu napotkanemu. - powiedziałam ledwo się trzymając i znowu wróciłam do pakowania, aby ukryć moje łzy.

Justin.


Po przyjeździe do domu wpadłem jak torpeda, bez żadnych zbędnych wyjaśnień nikomu znalazłem się w swoim pokoju, i ległem na łóżku. Myślałem oczywiście o tej cudownej sprawie z Hayley, tym chłopakiem co był dzisiaj rano w samym ręczniku w jej mieszkaniu i w ogóle o tym wszystkim...

Pod nosem nuciłem/śpiewałem jedną z moich piosenek, tak mi najlepiej i najwygodniej się myśli, oczywiście coś musiało mi przeszkodzić.
Szybkim ruchem zwinąłem z szafki nocnej telefon, nacisnąłem zieloną słuchawkę i po chwili z telefonem przy ręku warknąłem:
-Czego?
-Nie martw się już więcej mnie nie zobaczysz, nie usłyszysz. To już ostatni raz, kiedy masz ze mną coś do czynienia. W końcu jestem tylko dziwką, daję dupy każdego, nie mam uczuć, nie czuję, nigdy nie kochałam cię. Chciałam powiedzieć żegnaj. - ledwo co usłyszałem głos dziewczyny, była słaba, nie umiała wymówić żadnego słowa, a jeśli już jej się udało to każde z nich raniło ją, było kolcem wbijanym w serce.
Zamarłem, a jedyny, dźwiękiem jaki do mnie dochodził był głuchy sygnał zakończonego już połączenia i mój ciężki, nierówny oddech.
-Hayley..? - wyszeptałem jeszcze, z myślą że moja wyobraźnia płata mi figle. Jednak nie otrzymałem odpowiedzi, nic poza tym jednym, wkurzającym sygnałem.
Rzuciłem telefonem o podłogę i mój iPhone rozpadł się - no tak, przecież to sławne chujofony.

Ze snu obudził mnie telefon, szybko odebrałem bojąc się aby sytuacja ze snu się nie powtórzyła. Bałem się tego co mogę usłyszeć, jednak po drugiej stronie usłyszałem ucieszony głos Scootera.
-Witam, witam. Oto ja, twój były manager!
-Co piłeś ewentualnie ćpałeś lub paliłeś? - próbowałem udać poważnego, jednak zaraz się zaśmiałem.
-Siedź cicho, to miłooooooooooość.
-I ja uwierzę że nic nie brałeś. - zakpiłem.
-Już mówiłem żebyś siedział cicho, powiedz mi lepiej czy już spakowałeś się? Nowy York nie będzie czekał. Zbieraj się, raz, raz! - wydarł się do swojej słuchawki Scoott, czego efektem musiałem odsunąć telefon od ucha.
-A ty przypadkiem nie powinieneś już z takimi telefonami do mnie dzwonić? Z tego co mi się zdaje już nie jesteś moim managerem.
-Niestety ale do końca drugiego semestru jesteś na mojej głowie. tamten no .. człowiek teoretycznie mógłby być, ale jestem jeszcze ja, a on zlecenia patrzy, szczerze to całkiem niezłe ma znajomości. Dobra kończę bo kwestie ślubu czekają no i miłosci, jak będziesz zakochany, będziesz kogoś kochał to zdasz sobie sprawę co przeżywam. Zresztą ty przecież jesteś, pozdrów tą swoją laskę, jak jej? Hanna?
-Hayley i wcale moja ona nie jest. - warknąłem, ponieważ stąpa po cienkim lodzie, temat Hayley nie jest najlepszym do rozmów ze mną.
-Kogo ty się oszukujesz? Przeleciałeś ją, a po tym "wydarzeniu" coś do niej poczułeś. Widać to było na pierwsze oko, a widziałem to jak byłem zapraszać na ten ślub... - zaczął się rozkręcać, jednak znowu jakaś baba krzycząc mu przerwała ten monolog. - Dobra skończmy tą rozmowę kiedy indziej, pilnuj się Kenny'ego, cześć.
-Cześć. - westchnąłem już do dźwięku odkładanej słuchawki.

Od autorki : Nareszcie go dodałam ! Alleluja.
Kolejny nie wiem kiedy się pojawi, jest już kawałek napisany, ale weny brak. :/
Pozdrawiam,
M.
27.05.2012 o godz. 16:08

*

Witam, witam. Od poniedziałku staram się dodać r. , ale jak widać nic z tego nie wychodzi.
Obiecuję że r. dodam jak tylko będę mogła. A tymczasem mogę zdradzić tytuł r8, tak na zachętę. ;)
" Nie martw się już więcej mnie nie zobaczysz, nie usłyszysz. To już ostatni raz, kiedy masz ze mną coś do czynienia. W końcu jestem tylko dziwką, daję dupy każdemu, nie mam uczuć, nie czuję, przecież nigdy nie kochałam cię. Chciałam tylko powiedzieć żegnaj. "

A jeśli ktoś chce mieć ze mną jakiś kontakt zapraszam ba TT mojego : @mysourcandy
Tagi: *
24.05.2012 o godz. 18:47
Po kilku długich minutach mojego siedzenia i użalania się nad sobą wyszedł Zayn z mieszkania z zatroskaną miną.
-Chodź do środka. - zbytnio nie byłam rozmowna, więc zostałam podniesiona do pionu i wniesiona siłą do mieszkania, po czym odstawiona do łóżka.
Prowadziłam przez kilka minut konwersację z przyjacielem, do której za bardzo się nie wczuwałam. Przed wyjściem powiedział że jakby coś to jest dla mnie o każdej porze i godzinie pod telefonem, było to urocze z jego strony...
Podczas myślenia nad tym co mogłabym ze sobą zrobić, aby go nie widzieć codziennie, zadzwonił mój telefon. Oczywiście moją pierwszą myślą po usłyszeniu pierwszych nut piosenki Nickelback'a - Lullaby był Justin, jednak na ekranie widniało imię mojego ojca. Z wielkim oporem odebrałam.
-Tak?
-Hayley skarbie tutaj Pattie, razem z twoim ojcem mamy pomysł żebyś zamieszkała z nami. Drugi semestr na uczelni skończyłabyś u nas... Zgódź się, John jest kiepski w kwestiach ślubu.
-Zauważyłam, kiedy byłam dzieckiem a on jeszcze był z matką.
- westchnęłam cicho.
Pomiędzy mną a moją przyszłą macochą panowała dłuższa chwila ciszy, ona czekała aż ja się wypowiem na ten temat, natomiast ja rozważałam 'za i przeciw' tego pomysłu. Jedyne co by mnie tu trzymało to szkoła, Justin i przyjaciele - Sylvia i Jason. Jednak szkoła w LA ma nieco lepsze warunki, z przyjaciółmi można rozmawiać przez telefon czy też przez skype'a, no i jest jeszcze Justin, albo aż Justin.
Jego nie obchodzi moja osoba, twierdzi że jestem dziwką, naprawdę iście świetnie, zacnie...
Nie wiedząc kiedy pod moimi powiekami zebrały się łzy, a kilka z nich ujrzało światło dzienne.
-Dobrze, zgadzam się. - powiedziałam słabym i zachrypniętym głosem.
-Niezmiernie mnie to zadowala. - powiedziała zapewne z uśmiechem na ustach, z jej głosu można było to poznać - A teraz złotko mów co się dzieje, ślepa i głucha nie jestem. - powiedziała tym słynnym matczynym tonem.
-To nic, delikatnie głowa mnie boli a na deser miałam kłótnię z ... przyjacielem. - czułam jak głos mi się załamuje, a w gardle rośnie gula.
-Nie martw się, widocznie nie był ciebie wart.
-Albo ja nie byłam warta jego
. - westchnęłam cicho, mając nadzieję że kobieta tego nie usłyszała - To ja się zbiorę, składam wizytę na uczelni aby odebrać papiery, świadectwo, wypis i takie duperele, spakuje wszystkie swoje rzeczy i wsiadam w swój samochód i maksymalnie jutro będę u was. Cześć. - powiedziałam już tą drugą część szybko, a a następnie, jeszcze szybciej się rozłączyłam.
-Jestem tutaj dzień i już wszystko się zjebało. - powiedziałam do siebie na głos - Do tego wariuję. - westchnęłam ironicznie, a następnie wrzuciłam wszystkie potrzebne rzeczy do torebki.
Wychodząc z apartamentowca w drzwiach zobaczyłam Sylvię i Jasona, w dziwnych humorach.
-A wam co jest? Ktoś umarł czy co? - wymusiłam na swój pysk uśmiech, ale cholernie martwiłam się o nich. To osoby które biorę za przyjaciół, więc mam do tego prawo.
-Słyszeliśmy że pokłóciłaś się z Jusem. - powiedziała Sylvia.
-Znaczy dzwonił żebyśmy wpadli do niego, był lekko zdołowany.. Coś tam wspomniał o Tobie... - dodał swoje trzy grosze Miller.
-Um.. Ja już muszę was zostawić, śpieszę się. Cześć! - po raz kolejny wysiliłam się na uśmiech po czym wsiadłam do samochodu który stał kilka metrów dalej.
Tak jak planowałam po kilku minutach jazdy zaparkowałam pod szkołą, mozolnie wysiadłam z samochodu i napawając się ciszą dochodzącą zewsząd szłam opustoszałym korytarzem.
Atmosfera panująca tutaj jest nieziemska, puste korytarze, spokój.. ta szkoła zupełnie jest inna bez tych wszystkich osób które ją "upiększają".
Jedną, jedyną rzeczą jaka była nieplanowana było niespodziewane spotkanie z Justinem w sekretariacie.
Na samym początku zaniemówiłam, stałam w bezruchu w tym samym miejscu, po kilkunastu sekundach ogarnęłam się i to co miałam w głowie, po czym wzięłam głęboki oddech i pewniejszym krokiem weszłam do pomieszczenia zamykając drzwi.
Dopiero po trzasku drzwi sekretarka razem z Bieberem mnie zauważyli.
Spojrzeliśmy na sobie całkiem odmiennymi wzrokami, ja pełnym smutku i żalu, a on obrzydzenia i czymś na podobieństwo tęsknoty, dołowało to najbardziej jak mogło. Jednym zwinnym ruchem blondynka wyznaczyła mi jedyne wolne miejsce - obok Justina.
Dzieliło nas jedynie 30 centymetrów, a według naszych relacji na chwilę obecną przebywanie w jednym pomieszczeniu jest niebezpieczne, a co dopiero w odległości 30 cm od siebie nawzajem.
Po kilkunastu minutach ciszy przerywanej stukaniem tipsami o klawiaturę komputera, czy oddechami naszej trójki sekretarka przerwała tą dziwną i krępującą ciszę.
-A ty kochanieńka przychodzisz tutaj w celu .. ? - zapytała się słodziutkim głosem.
-Jestem zmuszona opuścić uczelnię, potrzebuję papierów, zaświadczenia i takich tam.
-Oh.. Dwójka najlepszych, najzdolniejszych uczniów odchodzi od nas, na dodatek z tej samej klasy. Poczekajcie chwilkę, zaraz dostaniecie to po co przyszliście. - powiedziała przesłodzonym głosikiem i zniknęła w pokoju w którym urzęduje dyrek.
A ja i Justin siedzieliśmy jak na szpilkach, atmosfera pomiędzy nami była spięta, a cisza jaka panowała była tą złą, przez którą ludzie potrafią cierpieć... Co chwilę czułam wzrok szatyna na sobie, wtedy ja się odwracałam w jego stronę, następnie wlepiałam wzrok w podłogę i w kółko.
W końcu te podchody przerwała blondi.
-Trzymajcie papiery, miło było was poznać, a w szczególności ciebie Justin. - posłodziła szatynowi, a ja nie chcąc ani jej dalej słuchać, ani być razem z Bieberem w jednym pomieszczeniu - szybkim krokiem opuściłam pomieszczenie.
Przez całą drogę słyszałam kroki szatyna, chciałam jak najszybciej być w samochodzie i stąd odjechać, jednak moje plany zakłócił człowiek którego chyba kocham.
Na parkingu przed moim samochodem Justin złapał mnie za nadgarstek, następnie odwrócił w swoją stronę, spojrzeliśmy sobie w oczy, stanęliśmy twarzą w twarz.
Bałam się go, byłam roztrzęsiona, przerażona i zagubiona wewnętrznie ...

Od autorki : Rozdział mierny, ale taki też mam humor. Słyszałam kilka pozytywnych opinii na temat trailer'a - dziękuję wam. <3
Kolejny r. nie wiem kiedy dodam, pewnie w weekend, ale nie jestem niczego pewna.
Tagi: :)
20.05.2012 o godz. 23:31
Witam, wiem że długo nie dodawałam nic tutaj, ale byłam zajęta nauką. W nagrodę dostaniecie trailer do opowiadania. :)
Mam nadzieję że się spodoba.

Tagi: 3
20.05.2012 o godz. 00:06
W poprzedniej części:
-Scoot poznaj moją córkę Hayley, Hayley poznaj mojego przyszłego męża Scootera.
-Męża przyszłego?! - wymsknął mi się krzyk delikatny.
-Tak, a gdzie jest John. bo przyjechaliśmy dać wam zaproszenia. - odparła moja matka.
(...)
-Ej czy my o czymś nie wiemy?! - zapytała oskarżycielsko Sylvia pokazując na siebie i Jasona.
-O wielu rzeczach . - odpowiedziałam szybko - Na przykład zostaniemy rodzeństwem...
-I śpimy ze sobą. - skomentował to Justin, za co dostał ode mnie w bok. - No co?! - skrzywił się i szybko, ale namiętnie mnie pocałował.
(...)
Ale... Jestem całkiem dobry w . nieco innych sprawach. - powiedział wkładając mi rękę pod sukienkę.
-Justin, nie tutaj. - westchnęłam, nie sądziłam iż te trzy wyrazy spowodują że sytuacja pomiędzy nami się zmieni, że te trzy słowa doprowadzą do kłótni...


Obydwoje byliśmy bardzo na siebie wkurzeni, po kłótni on poszedł w swoją stronę a ja miałam już wychodzić kiedy zaczepił mnie jakiś gościu.
-A ty z każdym dniem jesteś piękniejsza.
-Zayn, dawno nie widziałam ciebie. Jak się powodzi? - uśmiechnęłam się życzliwie.
-Może wyjdziemy stąd , wolę inne miejsca do rozmów. - wyszczerzył się, po czym dodał - Co ty na spacer.
-Z chęcią.
Razem z Zayn'em chodziliśmy ulicami San Francisco i opowiadaliśmy sobie co tam u nas, jednak dźwięk mojego telefonu przerwał, oznajmiający że ktoś dzwoni. Wyjęłam go z torebki a na wyświetlaczu pojawiło się imię syna kobiety z którą mój ojciec bierze ślub.
Właśnie, nie wspominałam że i moja matka bierze ślub i mój ojciec. Zachciało im się ślubów, ale jeszcze tak perfidnie obydwoje są powiązani z Bieberem.
Wzięłam głęboki oddech i odrzuciłam połączenie, próbowałam nie myśleć o niczym innym jak o Zayn'ie i jego słowach, jednak ciągle byłam gdzieś daleko myślami.

Rano obudziłam się wtulona Zayna, miałam lekkiego kaca i mało pamiętałam ze wczorajszej nocy. Leniwie wstałam z łóżka, wzięłam z garderoby krótkie szorty jeansowe oraz luźną bokserkę, weszłam do łazienki i wzięłam orzeźwiający prysznic po czym ubrałam się we wcześniej wybrane ubrania, a włosy związałam w koka nazwanego "artystyczny nieład".
Pomaszerowałam do kuchni i zaczęłam robić kawę dla siebie i mego towarzysza śpiącego sobie smacznie w moim łóżku.
Kiedy już chciałam iść z dwoma kubkami do siebie, dzwonek do drzwi dał o sobie znać. Moja pierwsza myśl: Pewnie Sylvia zapomniała kluczy , więc jeden kubek odłożyłam i popijając gorący napój otworzyłam drzwi. Stał za nimi Justin, zanim zdążyłam zatrzasnąć je mu przed nosem, szatyn wsadził swoją nogę pomiędzy nie, aby uniemożliwić mi zrobienie tego co miałam w zamiarach.
Patrzyliśmy na siebie chwilę w ciszy, jednak w pewnym momencie popchnął mnie na kanapę, a następnie złapał mnie dosyć mocno za nadgarstki. Nasze twarze dzieliły milimetry, a ja nie wiedziałam co chłopak chce uczynić, w pewnym momencie przerwał ciszę głośnym wzdychnięciem.
-Nie pozwólmy aby jedna bezpodstawna kłótnia zepsuła nasze relacje. - wyszeptał cicho z uczuciem, opierając swoje czoło o moje.
Z początku nie wiedziałam, nie mogłam nic powiedzieć, wlepiałam swoje oczy w jego, a kiedy już się zdecydowałam aby zabrać głos, coś za nami się poruszyło. Obydwoje odwróciliśmy głowy i zobaczyliśmy Zayn'a owiniętego w pasie ręcznikiem. Poczułam jak ręce Justina się zaciskają na moich nadgarstkach.
-Musimy porozmawiać. - stwierdził stanowczo oraz szorstko, po czym pociągnął mnie za rękę w stronę wyjścia z mieszkania. Z trzaskiem zamknął drzwi. - A więc to prawda.
-Co jest prawdą ? Powiedz mi bo nie rozumiem tego. - powiedziałam cicho, zdecydowanie z przerażeniem w głosie.
-To że wczoraj to wszystko co mówili o tobie u Jasona w klubie było prawdą.
-Co?! - powiedziałam z jeszcze większym przerażeniem oraz szokiem.
-To że jesteś dziwką! - powiedział będąc przy mojej twarzy, a ja zamilkłam.
Nie wiedziałam czy to co usłyszałam było prawdą, czy się nie przesłyszałam.
Patrzyłam na niego z bólem, strachem, przerażeniem ...
-Czemu nic nie powiesz dziwko ? - powiedział przy moim uchu, a po chwili na moim ciele pojawiły się ciarki, jednak nie spowodowane jego głosem czy dotykiem, a szorstkością i słowami jakie wypowiadał do mnie, każda litera była jak ostrze wbijające się w moje serce.
-Justin... - jednak nie zdołałam nic powiedzieć bo odepchnął mnie od siebie na przeciwległą ścianę i odszedł.
W moich oczach natychmiast pojawiły się łzy, a z bezsilności opadłam na zimną posadzkę. Obraz przed oczami miałam zamazany, a ostatnie co zobaczyłam to Justina ostatni raz odwracającego się w moją stronę a następnie wchodzącego do windy.
Nie powstrzymywałam łez, nie miałam już siły trzymać swoich uczuć w środku, nie obchodziło mnie że ktoś zobaczy mnie w takim stanie, nie obchodziło mnie już nic, świat powoli zaczynał tracić sens, a w mojej głowie powstało jedno pytanie :
Czy ja go kocham?!

Od autora : Jakoś tak naszła mnie ochota na napisanie takiego rozdziału, mam nadzieję że coś się spodobało, ponieważ sama osobiście nie jestem z tego dumna.

Pozdrawiam,
M.
Tagi: :)
13.05.2012 o godz. 19:58
W poprzednim odcinku :
-Muszę kończyć. - powiedziałam równo z Justinem, nie czekając na odpowiedź z drugiej strony położyłam telefon na szafce, tam gdzie leżał. Bieber wziął ze mnie przykład, po czym pchnął mnie na łóżko, po chwili sam się na nim znalazł, z tym wyjątkiem że leżał na mnie i zaczynał mnie całować.
(...)
-Przecież my się nie znamy. - nagle westchnęłam, po czym poczułam jak Justin napina mięśnie, chyba się zdenerwował.
-Jak to się nie znamy ?! Chodzimy razem do szkoły, mamy wspólnych znajomych. Znamy się przecież, ja Justin, ty Hayley. Ja Bieber ty Bennett. - powiedział dziwnym tonem.
(...)
-Chodź do cieplutkiego łóżka, ono ciebie tak lubi. Ale jeszcze lepiej będzie jak przyjdziesz do mnie, bo lubię cię bardziej niż to łóżko.- uśmiechnął się uroczo.


-A jak to coś ważnego ? - powiedziałam i szybko zgarnęłam swoje ubrania i polazłam szybkim krokiem do łazienki. Założyłam swoje ubrania, włosy związałam w wysokiego koka i zbiegłam po schodach na dół , po drodze podziwiając widok Biebera w bokserkach.
Otwierając drzwi byłam w szoku bo zobaczyłam swoją matkę, nie sądziłam że mówi na serio z tymi "odwiedzinami".
-Eee.. cześć mamo, cześć jej kolego. - do mojej matki podszedł jakiś gościu, to stwierdziłam ze wypadałoby się przywitać. - Wejdźcie. - wskazałam ręką na salon, po czym zrobili tak jak uczyniłam.
-Scoot poznaj moją córkę Hayley, Hayley poznaj mojego przyszłego męża Scootera.
-Męża przyszłego?! - wymsknął mi się krzyk delikatny.
-Tak, a gdzie jest John. bo przyjechaliśmy dać wam zaproszenia. - odparła moja matka.
-Um.. zaraz przyjdę, bo chyba telefon mi dzwoni. Posiedźcie chwilę sami. - skłamałam i pobiegłam na górę do siebie do pokoju mamrocząc pod nosem.
-Mąż, wymyśliła, no żeby wychodzić za mąż.. Boże co za rodzina, no nie wyrobię... - nie zauważyłam że Justin wychodzi w pokoju, on również mnie nie zauważył bo zakładał bluzkę przez co wpadliśmy na siebie i zaczęliśmy spadać ze schodów, a na dole jebnęliśmy śmiechem. Oczywiście oczy Vanessy - mojej matki i mojego przyszłego ojczyma zwróciły się ku nam.
-Hayley kim jest ten młodzieniec i co on tutaj robi?! - powiedziała moja matka, a drzwi domu się ponownie otworzyły i wszedł John i Pattie.
-No i cała rodzinka w komplecie! - powiedziałam zażenowana, wcześniej już wstając razem z Bieberem.
Właśnie zdałam sobie sprawę że mój ojciec umawia się z matką chłopaka z którym się przespałam dzisiaj, a moja matka wychodzi za mąż za jego managera. Ależ uroczo. Zacna telenowela z mojego życia.
-Zapewne się wszyscy znacie, więc jeśli można biorę zaproszenie i się zmywam. - powiedziałam i się szybko ulotniłam, kiedy byłam już na górze poczułam na swoich biodrach ręce , oczywiście były to ręce Biebera bo kogo inego.
-Nasze życie jest niezłą telenowelą, co? - wyszeptał mi do ucha.
-O tym samym myślałam. - westchnęłam, weszłam do swojego pokoju po czym walnęłam się na łóżko. - Mogłam ciebie posłuchać i nie wychodzić z niego. - wymruczałam mając twarz przyłożoną do poduszki. - Niech ten dzień się w końcu skończy. - warknęłam.
-Kochanie nie denerwuj się. - poczułam że Bieber położył się, albo usiadł obok mnie, już zaraz siedział na mnie okrakiem, zdjął mi bluzkę i zaczął masować co chwila składając pocałunki.
Chciałam się odwrócić, aby móc spojrzeć mu w paczadła, kiedy już to zrobiłam nasza pozycja prawie wcale się nie zmieniła, tyle że teraz leżałam na plecach a jego dłonie spoczywały na moim brzuchu. Jego oczy wędrowały z oczu na ręce a potem na moje piersi, i tak w kółko. Zdaje się że coś kombinuje ten brązowooki Kanadyjczyk.
Po chwili chłopak pocałował mnie, tarzaliśmy się po całym łóżku, aż spadliśmy za nie, nie przeszkadzało mu to bo wpił się w moje usta jak pijawka.
* Tydzień później *

Weszłam do swojego mieszkania w San Francisco, jako że była noc, a dokładnie dochodziła 9 Sylvii nie było. Wsadziłam swoją walizkę do garderoby, chwyciłam ręcznik i poszłam do łazienki, wzięłam dziesięciominutowy prysznic po czym ubrałam się w krótką czarną sukienkę i moje nowiutkie szpilki z obcasem mierzącym szesnaście centymetrów. Do torebki (również czarnej) wsadziłam potrzebne rzeczy a następnie zeszłam na dół gdzie stała już taksówka, powiedziałam mężczyźnie adres, a po kilkunastu minutach byliśmy już pod wcześniej wskazanym adresie.
Weszłam do klubu który był wynajęty przez Jasona, co więcej którego właścicielem był Jason.
Obok mnie przeszło kilka znajomych twarzy, porozmawiałam chwilę aż wpadłam na Jasona.
-Proszę, proszę. Panna Bennett w wydaniu imprezowym, moja ulubiona sukienka i buty.
-Witaj Miller, a co pożyczyć ci? Jak chcesz to dostaniesz ją jutro razem ze szpilkami. - wyszczerzyłam się w uśmiechu, Jason widząc że jestem znowu taka jak jakiś czas temu także się uśmiechnął.
-Nie daruję sobie jak nie zatańczymy, to już tyle czasu! Będzie z 5 miesięcy, pamiętasz jeszcze jak się trzeba bawić? - zakpił, natomiast ja złapałam go za koszulę i pociągnęłam bardziej na środek parkietu i zaczęłam kręcić biodrami, zaraz do mnie dołączył Jason i po chwili pomiędzy naszymi ciałami nie było ani milimetra wolnej przestrzeni.
Po którejś z kolei piosence przetańczonej z Jasonem podeszła do nas Sylvia ciągnąca za sobą Justina.
-Mała wiesz że Justin i Hayley nie przepadają za sobą.
-Od razu nie przepadamy. - powiedział szatyn - Kiedy wróciłaś ? - skierował już pytanie w moją stronę.
-Niedawno. - wymusiłam się na uśmiech.
-I nie zadzwoniłaś?! Nie widzieliśmy się trzy dni! - westchnął zdesperowany Bieber.
-Ej czy my o czymś nie wiemy?! - zapytała oskarżycielsko Sylvia pokazując na siebie i Jasona.
-O wielu rzeczach . - odpowiedziałam szybko - Na przykład zostaniemy rodzeństwem...
-I śpimy ze sobą. - skomentował to Justin, za co dostał ode mnie w bok. - No co?! - skrzywił się i szybko, ale namiętnie mnie pocałował.
Dalej nie zagłębialiśmy się w dyskusje, każda para się rozdzieliła, ja z Justinem poszliśmy do baru.
-Siemasz Mike! - przywitałam się z kelnerem.
-Hayley, cześć. To co ostatnio ? - uśmiechnął się zalotnie, a mojemu kompanowi to się nie spodobało i zacisnął swoje ręce na mojej talii.
-Poproszę.
-A ja tequilę. - wtrącił się Justin, zajęliśmy miejsca i czekaliśmy aż dostaniemy zamówienie. - Moja mama mówiła ci o swoim szaleńczym planie ? - zapytał przerywając ciszę pomiędzy nami, jednak nie zapominajmy że wkoło było sporo ludzi, dużo świateł, głośna muzyka...|
-Nic nie mówiła, więc opowiedz.
-Chcą abyśmy my im ślub urządzili, mamy mało czasu i nie jestem dobry w tych sprawach. - wyszczerzył się jak to on ma w zwyczaju - Ale... Jestem całkiem dobry w . nieco innych sprawach. - powiedział wkładając mi rękę pod sukienkę.
-Justin, nie tutaj. - westchnęłam, nie sądziłam iż te trzy wyrazy spowodują że sytuacja pomiędzy nami się zmieni, że te trzy słowa doprowadzą do kłótni...

Od autora : Weekend nareszcie mamy. ;3 Cieszmy się, wiem że zwaliłam sprawę, ale jednak mam nadzieję że chociaż jedna scena się spodoba. :)
Słyszałyście "Turn to you" ? Ja twierdzę iż to jest świetne, a cała płyta believe będzie niezła... Szczerze powiedziawszy nie poznałam głosy Biebera w tej piosence o mamuśce. ;)
Pozdrawiam,
M.
Tagi: :)
11.05.2012 o godz. 23:35
W poprzednim odcinku :
-Więc czego chciałeś ? - warknęłam nie odwracając się nawet w jego stronę.
-Nie wiem, pogadać albo ... Ugh ... Sam nie wiem. - zamilkł i on i ja, w oknie naprzeciwko zauważyłam Davida uśmiechniętego, więc mu pomachałam, wtedy podszedł do mnie Bieber. Był dziwny, inny ... Taki ...delikatny? Przytulił się do mnie od tyłu, swoją głowę oparł na moim ramieniu tak że czułam jego oddech na swojej szyi. - Poniosło mnie w przebieralni, ale działasz na mnie ... Jesteś taką dziewczyną ... Nie umiem się wysłowić, ale .. - w mojej myśli pojawiło się zdanie o takowej treści "Nie umiem się wysłowić, ale ... Kocham cię "


Szybko odgarnęłam od siebie tą myśl i wyczekiwałam odpowiedzi szatyna, jednak jej nie uzyskałam. On siedział na moim łóżku a ja stałam oparta o framugę okna i obserwowałam Justina. W tej chwili chyba obydwoje nie wiedzieliśmy co można było by robić a tym bardziej powiedzieć. W pewnym momencie patrzyliśmy sobie prosto w oczy, co było dosyć dziwne Nie mogłam znieść tej chorej ciszy, z pewnością nie należała do tych przyjemnych, albo "magicznych" jak to nazywają w książkach czy też w filmach romantycznych. Chyba pierwszy raz od dawna ucieszyłam się że dzwoni mój telefon, podbiegłam do szafki nocnej gdzie znajdował się i odebrałam, nie patrząc kto dzwoni.

~Halo?
~Cześć Hayley, tutaj Sylvia. Możesz rozmawiać?
- automatycznie spojrzałam na chłopaka.
~Jasne mów co ci leży na .. um.. sercu.
~No bo to dziwne .. wiesz ... potrzebuję przyjaciółki i w ogóle.
~No już mów co się dziele.
- powiedziałam wymuszając śmiech.
~Chodzi o Jasona. - w tym samym momencie zadzwonił telefon szatyna, odebrał go i sądząc po przywitaniu był to Jason. - Ej Hayley z kim ty tam jesteś?
~Um ... Z takim jednym.. syn przyjaciółeczki mojego ojca ... Dobra nie o mnie tu chodzi opowiadaj z czym ci jest źle.


No i tak zaczęła się wymiana poglądów, najpierw ja słuchałam Sylvii, potem ona mnie. Właśnie słuchałam mowy końcowej Sylvii, kiedy razem z moim towarzyszem zbliżyliśmy się do siebie. Właściwie jak zawsze szatyn podszedł do mnie, tak że mogłam czuć jego oddech na swojej szyi, oplótł swoją ręką moją talię i wtulił się we mnie.
-Muszę kończyć. - powiedziałam równo z Justinem, nie czekając na odpowiedź z drugiej strony położyłam telefon na szafce, tam gdzie leżał. Bieber wziął ze mnie przykład, po czym pchnął mnie na łóżko, po chwili sam się na nim znalazł, z tym wyjątkiem że leżał na mnie i zaczynał mnie całować.
Było to dosyć dziwne, bo znamy się kilka dni, a szczerze powiedziawszy coś ciągnie nas do siebie, ponieważ ciągle znajdujemy się w dosyć nietypowej sytuacji dla "nowych znajomych".
Aczkolwiek biorąc pod uwagę to że chodzimy razem do jednej szkoły, można uznać za dość dłuższą znajomość, jednak zawsze wolałam towarzystwo Jasona oraz Sylvii niż Biebera, dlatego sądzę iż znam go kilka dni.
Ocknęłam się ze swoich myśli, kiedy to Justin zdjął ze mnie bluzkę, byłam lekko przerażona, jednak coś we mnie wstąpiło i nie przerywałam tego.
Zapomniałam o tym jaka jestem teraz, stałam się mną sprzed kilku miesięcy. Dziewczyną która codziennie bywała na jakiejś imprezie, miała wszystko i wszystkich w dupie, ale o tym kiedy indziej.
Zepchnęłam Justina na drugą stronę łóżka i się na niego 'rzuciłam' zaczęliśmy się namiętnie całować, po chwili pozbyłam się jego koszulki i w połowie byłam zdejmowania jego spodni, w tym on mi pomógł, zsunął je ze swoich nóg po czym znowu on był na górze.
Pozbyliśmy się bielizny i chwilę potem czułam jak brutalnie wszedł we mnie, miałam ochotę krzyczeć wniebogłosy, jednak się powstrzymałam i wydałam z siebie cichy jęk, co sprawiło że Bieber dostał jakiegoś kopa i znacznie przyspieszył poruszać swoimi biodrami.
* Po jakimś czasie *

Po skończonym stosunku położyliśmy się na moim łóżku, moja głowa spoczywała na jego klatce piersiowej, on jedną ręką mnie objął a drugą gładził moje włosy, a moje nogi były wplątane w jego.
-Przecież my się nie znamy. - nagle westchnęłam, po czym poczułam jak Justin napina mięśnie, chyba się zdenerwował.
-Jak to się nie znamy ?! Chodzimy razem do szkoły, mamy wspólnych znajomych. Znamy się przecież, ja Justin, ty Hayley. Ja Bieber ty Bennett. - powiedział dziwnym tonem.
-Wiesz o co mi chodzi. - warknęłam zażenowana jego zachowaniem.
-No przepraszam. - powiedział tym samym tonem. Zdenerwowana wstałam, jednak nie dawne mi było zrobić nawet kroku bo Bieber złapał mnie za nadgarstek i przyciągnął do siebie, bo spowodowało że wylądowałam na nim. -Przepraszam. - wyszeptał do ucha i pocałował mnie namiętnie, lecz krótko w usta - Przepraszam. - wyszeptał znowu, a jego chrypka sprawiała że stawał się jeszcze seksowniejszy, jego pocałunki zjeżdżały coraz niżej.Prawdopodobnie zrobiliśmy to znowu, jednak przeszkodził nam dzwonek do drzwi. Szybko się podniosłam, jednak Justin mi uniemożliwiał ubranie się.
-Chodź do cieplutkiego łóżka, ono ciebie tak lubi. Ale jeszcze lepiej będzie jak przyjdziesz do mnie, bo lubię cię bardziej niż to łóżko.- uśmiechnął się uroczo.

Od autorki : Tak jak miało być, tak i jest. BieberPorno z dedykacją dla Dizzy. :*
Jakoś taki ... dziwny mi wyszedł, nie podoba mi się, ale cóż. Zaczęłam pisać to muszę skończyć. Udało mi się coś sklecić, w tygodniu będę miała trochę luzu <mniej dodatkowych zajęć o 4h.>, ale nie jestem pewna czy uda mi się coś napisać.
Pozdrawiam,
M.
Tagi: :)
06.05.2012 o godz. 19:21
-Czy naprawdę musisz przebywać w mojej przebieralni?! - westchnęłam oburzona.
-Kup ją, wyglądasz ... - podszedł do mnie, odgarnął mi włosy na prawą stronę i wyszeptał do ucha - seksownie, bardzo seksownie. Jeśli ty jej nie kupisz to ja to zrobię. - po wypowiedzeniu tego na moim ciele pojawił się gęsia skórka, czemu on tak na mnie działa?! Grr...
Wzięłam głęboki wdech i chciałam zacząć się na niego wydzierać, kiedy on jedną rękę trzymał na moim biodrze a drugą gdzieś na plecach, po chwili sukienka stała się luźna - rozsunął mi zamek od sukienki, a jego usta wylądowały na mojej szyi, jego usta sunęły coraz niżej ...

Znieruchomiałam, nie wiedziałam co robić, no ale mam tutaj pozwolić aby mnie przeleciał w przebieralni w jakimś sklepie?! Po tych moich myślach, ogarnęłam się.
-Bieber proszę wyjdź. - wypchnęłam go, mówiąc to całkiem spokojnie.
Następnie przebrałam się w swoje ubrania i poszłam do kasy, zapłaciłam za sukienkę po czym szybkim krokiem wyszłam ze sklepu aby przypadkiem nie natrafić na Biebera, szłam w kierunku wyjścia kiedy za rękę złapał mnie ten przed którym uciekałam. Zaciągnął mnie do łazienki, najpierw sprawdził czy nikogo nie ma w kabinach i spojrzał mi w oczy.
Przeraził mnie tym swoim przenikliwym wzrokiem oraz patrzeniem prosto w oczy.
Nie wiem ile dokładnie minęło czasu, ale jestem pewna że niemniej jak kilka minut, szatyn odezwał się.
-Musimy porozmawiać.
-Nie jestem co do tego przekonana. - odpowiedziałam, ale ta odpowiedź chyba nie spodobała się wielkiej gwieździe. Szybkim i zdecydowanym ruchem popchnął mnie na ścianę i przygniótł swoim ciałem, jego twarz była bardzo bliska mojej twarzy, byłam jeszcze bardziej przerażona.
-Jednak ja nadal stoję przy swoim. - jego usta były tak blisko że z boku wyglądało to jakby mnie całował, prawie.
-Śpieszę się. - warknęłam w jego stronę i go odepchnęłam na ścianę naprzeciwko.
Szybko wybiegłam z męskiej łazienki a następnie centrum handlowego. Wsiadłam do pierwszej lepszej taksówki i podjechałam pod dom ojca. Idąc przez salon zauważyłam że wszystko w jadalni jest na tip top poukładane, ten kucharz jeszcze latał w kuchni, a mój ojczulek cały czas gadał przez telefon.
Wzięłam głęboki wdech i poszłam do siebie. Będąc u siebie zwinęłam ręcznik oraz kosmetyczkę i poszłam do łazienki się odświeżyć.
Kiedy już odświeżona wyszłam z łazienki owinięta ręcznikiem mój ojciec krzyknął z dołu :
-Hayley za dziesięć minut będą goście, pośpiesz się!
Stanęłam przed wejściem do garderoby i wlepiałam swoje paczadła w ubrania. W końcu założyłam na siebie dopasowany strój, maznęłam rzęsy maskarą i zeszłam na dół gdzie ojciec właśnie witał gości. Nagle stanęłam jak wryta.
-TY?! - ja i Bieber krzyknęliśmy w tym samym czasie kiedy siebie zauważyliśmy.
-Znacie się? - powiedział zszokowany John.
-No pewnie! Opowiedzieć jak się z nim poznałam!?
-Może lepiej nie. - wyszczerzył się Bieber.
-Może nie będziemy tak stać w przejściu, zapraszam!
Jak to zawsze bywa mam cholerne szczęście i siedziałam naprzeciwko Biebera, obok mnie był John a naprzeciwko niego matka Biebera - Patricia Mallette.
Co chwilę się nawzajem z Bieberem kopaliśmy i 'słaliśmy ' różne spojrzenia, pod koniec obiadu mój "kolega" nie wytrzymał.
-Zaraz przyjdziemy. - powiedział wstając a następne złapał mnie za rękę, przez co musiałam wstać.
-Poczekajcie dzieci, ja z John'em wychodzimy więc miłej zabawy. Tylko się nie pozabijajcie! Ah no i przyzwyczajcie się do swojego towarzystwa. - powiedziała tajemniczo to ostatnie Pattie (bo tak kazała na siebie mówić matka Biebera) po czym razem z ojcem wyszli. My kontynuowaliśmy wchodzenie po schodach do mojego pokoju. Od razu podeszłam do okna, otworzyłam je i się oparłam wdychając powietrze.
-Więc czego chciałeś ? - warknęłam nie odwracając się nawet w jego stronę.
-Nie wiem, pogadać albo ... Ugh ... Sam nie wiem. - zamilkł i on i ja, w oknie naprzeciwko zauważyłam Davida uśmiechniętego, więc mu pomachałam, wtedy podszedł do mnie Bieber. Był dziwny, inny ... Taki ...delikatny? Przytulił się do mnie od tyłu, swoją głowę oparł na moim ramieniu tak że czułam jego oddech na swojej szyi. - Poniosło mnie w przebieralni, ale działasz na mnie ... Jesteś taką dziewczyną ... Nie umiem się wysłowić, ale .. - w mojej myśli pojawiło się zdanie o takowej treści " Nie umiem się wysłowić, ale ... Kocham cię "

Od autorki : Krótki, wiem .. Ale chciałam jeszcze dzisiaj dodać r. bo nie bd mnie już w domu do późna, jutro wkuwam a cały tydzień bd zaliczać sprawdziany. :| Kocham moją szkołę. :/
Nie będę już przynudzać, dziękuje wam. Już tylko wy mi zostałyście.
M.
Tagi: :)
05.05.2012 o godz. 14:34
Mój humor automatycznie się pokepszył, kiedy zauważyłam że jesteśmy już na obrzeżach miasta do którego obydwoje z chłopakiem przybywamy, jeszcze tylko kilkadziesiąt minut i będę uwolniona od niego, nie będę musiała już nigdy więcej widzieć jego twarzy.
Szatyn zatrzymał się pod jakąś stacją benzynową, dochodziła piąta, więc gdzie można było się zatrzymać ? Chłopak oparł się o swój czarny samochód i czekał aż bak się napełni benzyną, w tym samym czasie ja wysiadłam z samochodu, oparłam się klatką piersiową o drzwi samochodu i z boku przyglądałam się chłopakowi.
Muszę przyznać że wyglądał zadziwiająco dobrze, ubrany na czarno, poczochrane włosy, trochę jak jakiś gangster wyglądał, ale bardzo seksowny gangster.
W chwili kiedy zauważył mnie oderwałam od niego wzrok, sięgnęłam po portfel i ruszyłam w kierunku budynku. Kupiłam dwie kawy, jeden napój energetyczny oraz paczkę gum, zapłaciłam za zakupione rzeczy oraz za paliwo chłopaka i wyszłam szybkim krokiem z budynku, w połowie drogi wpadliśmy na siebie razem z szatynem.
-Poczekaj w samochodzie, wracam jak tylko zapłacę za paliwo.
-Już to zrobiłam, wisisz mi 75 dolców. - wymusiłam się na uśmiech i razem z nim poszliśmy do samochodu.
Włączyłam radio i poleciała jakaś zamulaśna piosenka, jeden kubek z kawą wzięłam do ręki i powiedziałam w stronę mojego towarzysza - Trzymaj. - I podałam mu kubek.
-Dzięki .. ee.. Jak masz na imię ? - walnął jakiś firmowy uśmieszek.
-Hayley. - powiedziałam po czym zaczęłam chlipać kawę.
-Hm ... Dziwne imię, takie ... niespotykane. Justin jestem, dokładniej Bieber. - po wypowiedzeniu tych słów wjechaliśmy do części miasta bardziej oświetlonej i zobaczyłam jego twarz. Szybko odwróciłam wzrok od jego twarzy, schowałam się za włosami i znowu piłam kawę...
Po pięciu minutach zauważyłam że zatrzymujemy się pod jakimś domem, po raz pierwszy od naszej ostatniej 'rozmowy' podniosłam głowę aby zorientować się gdzie dokładnie jestem.
Poznawałam to miejsce, jak się okazało byłam na tej samej ulicy gdzie mieszka mój ojciec, jechaliśmy bardzo wolno chłopak chyba szukał numeru odpowiedniego domu. Przejechaliśmy w takim tempie jakieś 75 do 100 metrów po czym Bieber zatrzymał się, jak mniemam pod swoim domem. Wyjął z kieszeni swojego iPhone'a i wykręcił jakiś numer.
-Cześć (...) Tak jestem już na miejscu (...) No właśnie dlatego dzwonię! - odparł oburzony - (..) Mhm .. Mhm .. Dobra jestem. Zaraz będę, cześć. - Schował swój telefon, a ja przyłapałam się że cały czas obserwuję ruchy chłopaka.
-Dojdziesz sama do swojego domu, prawda? Cześć. - powiedział szybko na jednym wdechu i wyszedł trzaskając drzwiami.
Ogarnęłam wszystkie rzeczy i wyszłam z samochodu, wyciągnęłam swoją walizkę z bagażnika i zaczęłam wlec się w stronę domu w rytmie piosenek jakie leciały ze słuchawek. Po niespełna dziesięciu minutach byłam już pod domem, stojąc pod drzwiami zdałam sobie sprawę że przecież moje klucze są u ojca w domu, więc chwyciłam telefon i wybrałam numer do John'a jednak ten nie odbierał.
Poszłam na tyły domu i zauważyłam że nadal jest tam to łatwe wejście aby wejść do mojego pokoju. Zostawiłam walizkę tam gdzie stałam i zaczęłam wspinać się po ścianach domu.
Byłam już prawie na piętrze gdzie znajdował się balkon mojej sypialni kiedy noga zsunęła mi się i zaczęłam spadać. Myślałam że zaraz zderzę się z ziemią, ale jednak ktoś mnie złapał, byłam w szoku że coś takiego się stało. Przecież takie sytuacje zdarzają się w tanich filmach romantycznych, albo coś.
Spojrzałam na mojego wybawcę i ujrzałam uroczego chłopaka.
-Hej piękna uważaj. - uśmiechnął się tak że jakbym stała kolana pode mną by się ugięły. - David jestem, a ty?
-Hayley, dzięki. - wyszczerzyłam się - A ty co tutaj robisz, jak się znalazłeś nad ranem u kogoś w ogródku i ratujesz dziewczynę spadającą z ...
-Z domu ? - zaśmiał się - Jestem sąsiadem i tak sobie pomyślałem a uratuję jakąś dziewczynę spadającą z domu.
Usiedliśmy na werandzie z tyłu domu i rozmawialiśmy sobie, poznawaliśmy się i takie tam. Po godzinnej rozmowie David wracał do siebie a i ja zobaczyłam że ojciec zaczął kręcić się po kuchni, więc podeszłam do drzwi i zapukałam w szybę. Po chwili siedziałam już w swoim pokoju i zaczęłam układać swoje ubrania w garderobie.
-Hayley chodź do mnie na moment! - z dołu zawołał mnie ojciec, powoli zeszłam po schodach i już w połowie drogi czułam przeróżne zapachy dochodzące z kuchni. Po odcinku kuchnia - drzwi poruszał się kucharz a mój ojciec chodził po salonie z telefonem przy uchu. Gdy mnie zauważył powiedział że oddzwoni za kilka minut i się rozłączył.
-Co jest ?
-Jedź do centrum handlowego kup jakąś sukienkę dla siebie i coś ... hm... uroczystego, ale jeden ze strojów ma być sukienką z obcasami, na blacie w kuchni leży moja karta kredytowa, a pin pamiętasz, prawda?
-Tak, już mogę iść?
-Do centrum, za dwie godziny masz być tutaj z powrotem. - wymusił uśmiech i zaczął znowu gadać. - Wybacz że tak długo musiałaś czekać moja droga, ale musiałem porozmawiać z córką (..) Tak, tak jest w wieku twojego syna ...
W dalszą rozmowę się nie wsłuchiwałam, wzięłam kartę kredytową, chwyciłam swoją torbę gdzie miałam wszystko i wyszłam z domu.
Wchodząc do pierwszego sklepu zauważyłam sukienkę która była świetna, podeszłam do ekspedientki i poprosiłam o swój rozmiar, po chwili stałam w przebieralni ubrana już w sukienkę. Patrzyłam się na swoje odbicie aby stwierdzić czy dobrze na mnie leży, kiedy do mojej przebieralni wtargnął jakiś gościu, spojrzałam na jego twarz i wiedziałam kim on jest, naprawdę tylko ja potrafię mieć takie szczęście.
-Przeznaczenie, co? - uśmiechnął się łobuzersko, robiąc znowu tą swoją twarz uwodziciela czy jak to tam się zwie.
-Czy naprawdę musisz przebywać w mojej przebieralni?! - westchnęłam oburzona.
-Kup ją, wyglądasz ... - podszedł do mnie, odgarnął mi włosy na prawą stronę i wyszeptał do ucha - seksownie, bardzo seksownie. Jeśli ty jej nie kupisz to ja to zrobię. - po wypowiedzeniu tego na moim ciele pojawił się gęsia skórka, czemu on tak na mnie działa?! Grr...
Wzięłam głęboki wdech i chciałam zacząć się na niego wydzierać, kiedy on jedną rękę trzymał na moim biodrze a drugą gdzieś na plecach, po chwili sukienka stała się luźna - rozsunął mi zamek od sukienki, a jego usta wylądowały na mojej szyi, jego usta sunęły coraz niżej ...

Od autora : Dziękuję za komentarze pod poprzednim rozdziałem. :* Kurde, chyba mam pomysł na to opowiadanie i jest prawdopodobieństwo że doprowadzę je do końca. Ja już nie przynudzam, mam nadzieję że się r. podoba. :)
M.
Tagi: :)
04.05.2012 o godz. 20:37

-Hayley wychodzę! - ciszę i spokój przerwała moja współlokatorka, wchodząc do mojego pokoju. - I widzę że ty ze mną się wybierasz.
-Sylvia, daj spokój... - westchnęłam.
-Nie pozwolę ci na marnowanie sobie najlepszych lat swojego życia! Jesteś piękna i musisz to wykorzystać, od kąt znam cię, prawie wszystkie wieczory spędziłaś na tym cholernym oknie ze słuchawkami w uszach, albo nie wiadomo co tam jeszcze robiłaś! - zaczęła mi tłumaczyć Sylvia jak to sobie życie marnuję...

Zanim się obejrzałam miałam na sobie wybrany strój przez Sylvię, składający się z bardzo krótkiej i obcisłej, czarnej sukienki, w tym samym kolorze szpilkach i srebnym łańcuszkiem z zawieszką w kształcie litery H w takim samym kolorze..

-Zajmij się sobą, a ja muszę odnaleźć kogoś w tłumie. - powiedziała mi na ucho Sylvia po czym mnie zostawiła samą, na środku parkietu.
Cudem dostałam się do baru, usiadłam na jedynym wolnym miejscu, jedyny minus był taki że miałam obok siebie jakąś tlenioną blondynę klejącą się do jakiegoś chłopaka, a dokładniej to ona siedziała mu na kolanach i wpychała swój język do jego ust. Zniesmaczona tym widokiem, przeniosłam wzrok na barmana.
-Co podać? - zapytał się po chwili.
-Wodę. - uśmiechnęłam się do dość młodego chłopaka, był może o dwa lata starszy, nie więcej. Po niespełna trzydziestu sekundach stał przede mną kieliszek, z boku wyglądało to jak zwykłe martini, z tą różnicą że zamiast oliwki była skórka pomarańczy. - Dzięki.
-Mike jestem. - odwzajemnił uśmiech.
-Hayley.
-Rzadko spotykane imię, ale za to piękne.
-Ej ty barman! Romansować będziesz z tą ślicznotką jak tylko mi podasz piwo, okej? - powiedział jakiś gościu około trzydzieski, Mike się zaśmiał i odszedł, aby podać gościowi to o co poprosił.
Upiłam spory łyk i rozejrzałam się po pomieszczeniu, szukając Sylvii, bądź kogoś znajomego. Po lewo ode mnie nadal siedział szatyn, a ten jakże wspaniały tleniony plastik właśnie odszedł, a w tłumie za chłopakiem zauważyłam Sylvię tańczącą z Miller’em. Ja coś czuję że oni się zejdą, mimo iż są inni to tacy sami... Mniejsza o to.
-Podziwiasz piękne widoki, jakimi jestem ja, prawda? - powiedział tamten od tlenionej blondyny.
-Chciałbyś chłoptasiu. - powiedziałam szorstko, znowu popijając mój napój.
-Wcześniej nie widziałem ciebie na jakiejś innej imprezie Jasona... Znasz Jasona, czy może wprosiłaś się? Wiesz, nie chcę żebyś miała nieprzyjemności, ale będę musiał wezwać...
-Weź się już przymknij. - warknęłam, podirytowana. - Znam Millera, tańczy teraz z Sylwią Donnovan, moją współlokatorką... - powiedziałam, po czym poprosiłam barmana o to samo.
Chłopak już miał chyba zacząć coś mówić, kiedy zadzwonił mój telefon. Mimo iż numer był nieznany, to musiałam odebrać, żeby skończyć tą idiotyczną rozmowę z tym ... idiotą. Skierowałam się w stronę łazienek, bo muzyka która towarzyszyła w tym pomieszczeniu zagłuszała prawie wszystko, jedynie w łazienkach było trochę ciszej.

~Halo?
~Hayley, tutaj John. - usłyszałam w słuchawce głos ojca.
~Coś się stało? - zapytałam spokojnie, wiedzialam że kiedy ojciec dzwoni i to o takiej porze, to coś sie dzieje.
~Bo widzisz, przyjżdżają do mnie znajomi jutro wieczorem i będą przez jakiś czas mieszkać u mnie, takie spotkanie po dłuższym czasie... Mogłabyś przyjechać, pomóc mi... A poza tym twoja matka może wpaść pojutrze.
~Cholera, jeszcze jej mi do szczęścia brakuje, ale to znaczy że teraz bym musiała teraz wyjechać i pojechać do ciebie. Przecież mieszkasz kawał ode mnie!
~Hayley, proszę... Wykombinuj coś, jesteś zdolna. A teraz wybacz, muszę kończyć. - powiedział po czym się rozłaczył.

Lekko zdenerwowana wyszłam z łazienki i usiadłam na moim poprzednim miejscu.
-Ej Hayley, a ty co taka zdenerwowana? - podszedł do mnie Mike.
-Muszę jak najszybciej dotrzeć do Los Angeles...
-Los Angeles? - wtrącił się ten idiota.
-Taa, a czy ciebie w domu nie nauczyli że nie podsłuchuje się czyiś rozmów.
-Mniejsza, jadę właśnie tam. To jak, skorzystasz?
-Nie mam wyboru. - westchnęłam.
Zabrałam swoje rzeczy i podeszłam do Sylvii i Millera tańczących razem.
-Cześć Miller.
-Cześć Bennett. Dawno nie widziałem ciebie na jakiejś imprezie... - westchnął Jason.
-Tak, było minęło. Sylvia muszę ciebie zostawić, jadę do ojca. Poradzisz sobie te kilka dni?
-Pewnie, powodzenia. - dała mi całusa w polik.
-Ej chora jesteś czy co? Czemu jesteś dla mnie jakaś taka ... no nie wiem miła? - powiedział zszokowany partner mojej współlokatorki.
-Chora nie jestem, ale się śpieszę. Poczekaj chwilę a przy naszym kolejnym spotkaniu wrócę do formy. - wymusiłam uśmiech na twarzy.
-Tak się teraz mów, po prostu skończyły ci się cięte riposty. - zaśmiał się, dostałam jeszcze od niego buziaka w polik i powiedział przy moim uchu - Powodzenia Bennett.
Następnie podeszłam do chłopaka - idioty i odjechaliśmy. Następnym przystankiem było moje i Sylvii mieszkanie, weszliśmy i zaczęłam się pakować. Wkładajac ubrania do walizki, czułam na sobie wzrok chłopaka, co mnie irytowało, ale spróbowałam to ignorować. No bo co innego mogłam zrobić? Może powiedzieć mu: "Ej ty nie gap się na mnie bo to mnie irytuje" Nie zaprzestałby tego, a nawet wręcz przeciwnie. Szybko zakończyłam moje myśli dotyczące jego i kolejna jaka zajęła mi głowę, było to że nie znam jego imienia, jakoś specjalnie się tym nie przejęłam.
Stanowczym ruchem zasunęłam walizkę z ubraniami jakie mogłyby pod pasować mojej matce, ojcu, tym gościom jego no i żebym ja się w nich czuła komfortowo.
Z drobną pomocą szatyna zniosłam walizkę do jego samochodu, po czym szybko odjechaliśmy z podjazdu mojego mieszkania.

Jedziemy autostradą tuż przy oceanie, radio cicho gra, na liczniku zauważyłam nieco ponad sto mil na godzinę, cholernie mi się nudziło, gdyż jedziemy już czwartą godzinę, a zostały jeszcze jakieś dwie przy jego tempie.
Piosenki lecące w radiu zaczęly wkurzać były tak bezsensowne że zaczęłam się zastanawiać jak ktoś może słuchać tego, albo co gorzej wymyślać takie teksty. Po tym jak mój mózg zaczął stawiać opór tym "imprezowym" piosenkom, wsadziłam słuchawki do uszu z telefonu puściłam piosenkę Eminema - When I’m gone, następnie posiedziałam chwilę na twitterze, po czym zasnęłam.

Od autorki : Tak wiem, rozdział jest .. hm .. jednym słowem niezadowalający, ale postaram się aby kolejne były interesujące. Taką mam przynajmniej nadzieję że mi się uda. :) Nie wiem co napisać , więc idę.
Pozdrawiam,
M.
Tagi: :)
03.05.2012 o godz. 20:06
Jedno spojrzenie za okno, panorama miasta pogrążonego w deszczu sprawiała że wpadała w jeszcze większą melancholię.. Czuła wszystko na nowo.. Jak każdy z osobna, ale jednak razem opuszczają ją..
Sama, samotna w życiu... bez ludzi którzy mogli by ją wspierać, okłamana, zagubiona, mająca zbyt miękkie serce, opuszczona... Te słowa idealnie opisują jej sytuację życiową i to jaka jest...
Czy w końcu przezwycięży lęk, i znowu się zakocha? A może nadal będzie ukrywała swoje uczucia, chcąc aby nikt jej nie zranił...
'Miłość to nic innego jak chwilowe zauroczenie oraz przyzwyczajenie do drugiej osoby...'


Od autorki : Wiem, wiem ... Krótki, ale osobiście podoba mi się, bo opisuje stan w jakim znajdowałam się jakiś czas temu. Dobra, koniec z moimi wywodami.
Może jeszcze dzisiaj uda mi się dodać pierwszy, a teraz zmykam do gości.
A i jeszcze jedno! Dziękuję za prawie 9900 wejść, jesteście kochani. :*
Pozdrawiam,
wasza M.
Tagi: :)
03.05.2012 o godz. 17:43

Ariana Grande jako Hayley Bennett

Osiemnastoletnia dziewczyna, ma swój świat, nie obchodzi ją to że może komuś nie podoba się to jak wygląda, to co robi.. Ważne aby ona chciała to robić. Ma charakterek, a czasami mniewa słabsze chwile...


Justin Bieber jako on sam

Osiemnastolatek, sławny na całym globie piosenkarz, mający wiele fanów i antyfanów. Dużo o nim nie tzreba mowić, wystarczy wpisać jego imię gdziekolwiek... Może tylko dodam że ma wiele oblicz, lecz czy któreś z nich jest tym prawdziwym?


Candice Accola jako Sylvia Donovan

Osiemnastoletnia współlokatorka Hayley. Mają inne poglądy, jednak nie są do siebie nastawione negatywnie. Sylvia jest zapracowana, ciągle musi coś robić, albo jakiś projekt, albo zakupy, albo jakaś impreza.


Dawid Kwiatkowski jako Jason Miller

Osiemnastolatek, ciągle imprezuje, a na lekcjach pojawia się okazyjnie. Lubi tańczyć na imprezach z Sylvią.. Jason ma skryte głęboko różne zdolności, jest zakręcony, 'przyjaźni się' z Justinem.

Od autorki : Wybaczcie że tak późno, ale miałam problemy z internetem, no i są goście. :/
Mam nadzieję że nowa historia przypadnie wam do gustu.
Pozdrawiam,
M.
Tagi: :)
03.05.2012 o godz. 17:20
Przydało by się coś napisać, a więc wchodzę na Paradise z nowym opowiadaniem. Liczę że się spodoba, już za kilka / kilkanaście minut dodam bohaterów.
Pozdrawiam,
M.
03.05.2012 o godz. 14:41
Dobra kochasiu, idziesz do siebie. Potrzebuję spokoju odrobinę i mojej kawy.

-Justin.. - wyszeptała.
-Cii... - przyłożyłem palec do ust dziewczyny, spojrzałem w jej oczy, które wyrażały niepewność, żar, sam nie wiem co. W końcu zacząłem zdejmować z niej bokserkę, już po chwili byliśmy w samej bieliźnie....

Rozdział 5.
Obudziłam się wtulona w nagi tors chłopaka, nie trudno domyślić się co się pomiędzy nami działo.
Po wyjściu z łóżka, zebrałam swoje ubrania, odświeżyłam się w postaci 10-cio minutowego prysznica, po czym oczekują na kawę, myślałam czy dobrze robię. Ostatnio dosyć często myślę na ren temat, i jak zwykle ktoś, lub coś mi przeszkodziło w tym.
Podeszłam do drzwi, po czym je otworzyłam, a widok jaki ujrzałam za nimi, zdziwił mnie, ponieważ stała tam Amanda, niegdyś moja przyjaciółka, jednak po tym jak zastałam ją z moim chłopakiem razem, rozmawiajcych o ich własnym związku.. no wiadomo jak zaeragowałam.
-Amanda, co ty tutaj robisz? - powiedziałam bez żadnych uczuć.
-Nie podoba mi się ten pomysł, jednak Dylan bardzo chciał i chce to zrealizować. Oczywiście nie miałabym nic przeciwko, gdybyś nie wysłała ostatnio sms'a do Dylana. To świadczy z pewnością o tym że nadal coś do niego czujesz, więc spróbuj cokolwiek zniszczyć, a będzie po tobie.
-Ej, ja przecież nie kocham Dylana. - powiedziałam spokojnie, no w każdym razie spokojnie jak na mnie.
-Ty wiesz swoje, ja wiem swoje, ale i tak ja mam rację.
-Dziewczyno czy ty słyszysz samą siebie?! Przecież ja nic do niego nie czyję, to że kiedyś z nim byłam, nie znaczy że muszę go nadal kochać. Zranił mnie, obydwoje mnie zraniliście. Dlatego teraz nie ufam aż tak ludziom, zadowolona jesteś z siebie? - po moich słowach dołączył do nas Dylan, a Amanda jak na zawołanie stała się słodką idiotką, zakochaną po uczy w nim.
-Skarbie, więc powiedz o swoim pomyśle Destiny! - powiedziała ucieszona.
-Jasne, możemy wejść? - powiedział chłopak.
Gestem ręki zaprosiłam tę dwójkę do środka, przez jakieś pięć minut milczeliśmy, oni tylko patrzyli na siebie, a ja patrzyłam to na nich, to popijałam kawę.
-Wyjaśnicie mi w końcu o co tutaj chodzi?! - powiedziałam zirytowana tą ciszą a przede wszystkim sytuacją.
-Oczywiście, więc ja i Amanda zaręczyliśmy się jakiś czas.
-A co ja mam do tego? - przerwałam Dylanowi.
-Chodzi o to że Dylan chce abyś przygotowała nasz ślub. Jednak musisz się sprężyć bo mamy mało czasu.
-Ale ja nie znam się ba tym!
-Oczywiście że się znasz, a ślub Johna i Savannah?
-To było dawno i nieprawda.
-Dobra dosyć wspominania tych czasów, kiedy byliście razem, Destiny musisz w końcu pogodzić się z faktem że to ja jestem jego wybranką, to ja za kilka miesięcy urodzę mu dziecko.! - ta wiadomość mnie zdziwiła, no bo co zrobisz kiedy dowiesz się że twój były chłopak i twoja była przyjaciółka będą mieli dziecko?!
Już chciałam zacząć kląć, ale jak to u mnie jest, zawsze będzie gorzej. Zawsze.
Z sypialni wyłonił się Justin, w samych bokserkach, miał również poczochrane włosy. Jedynym pocieszeniem jest mina Amandy i Dylana, ten obraz pozostanie w mojej głowie - bezcenne wspomnienie. :)
Justin podszedł do mnie, pocałował namiętnie w usta, zabrał kubek kawy i wyszeptał do ucha :
-Było cudownie, mam nadzieję że to powtórzymy kiedyś. - a następnie przygryzł je.
Z moją kawą zniknął w sypialni, a ja mimowolnie się uśmiechnęłam.
-Na czym stanęliśmy? - obudziłam ich z tego transu/
-Um... Nasz ślub, masz mało czasu, ponieważ Am jest w ciąży, a no i tak.. goście już są zaproszeni, musisz zrobić te czary mary z salą czy coś. Masz wolną rękę, o pieniądze się nie martw. My idziemy z Amandą, mamy jeszcze wizytę u lekarza. - powiedział to tak szybko, że ledwo ogarnęłam o co chodzi. Para wyszła, a ja nie mogłam mieć odrobinę spokoju, bo Justin się przyczaił aż wyjdą, podszedł to mnie miał jeszcze spodnie na sobie, a następnie zaczął zachłannie całować, po czym wylądowaliśmy na kanapie.
-Ja tylko... - oderwaliśmy się od siebie, po czym zobaczyliśmy Amandę, zdezorientowaną oczywiście. Szybko zabrała torebkę która leżała obok nas i wybiegła, a my wybuchnęliśmy śmiechem.
-Dobra kochasiu, idziesz do siebie. Potrzebuję spokoju odrobinę i mojej kawy. - Justin uśmiechnął się łobuzersko, po czym zbierając swoje ubrania wyszedł.
Wraz z trzaśnięciem drzwi, odetchnęłam z ulgą. Sama nie wiem dlaczego tak zareagowałam, ale nie byłam pewna tego co robię. I tak oto te myśli mnie zamuliły do tego stopnia że aż zasnęłam.

*


Po wyjściu z mieszkania Destiny, wziąłem prysznic, ubrałem się w świeże ubrania, po czym z telefonem przy uchu wyszedłem z apartamentowca. Próbowałem dodzwonić się wiele razy pod tak dobrze znany mi numer, lecz nikt nie odbierał, Finn także.
Zdenerwowany tą sytuacją, pojechałem do 'serca' naszej firmy (?). Można tak powiedzieć, w końcu ludzie płacą nam za to, a Finn to taki jakby szef. Kiedy wszedłem do biura, przy biurku siedział jedynie Finn i jakiś gościu, wpatrzeni w monitor komputera.

Od autora: Piszę chyba coraz gorzej. ;c Ale nie chcę was zaniedbywać, nie będę się rozpisywać.
A teraz prezent na święta, dodaję bohaterów. ;3

Destiny. [1] [2]
Dziewczyna w dniu swoich osiemnastych urodzin wyprowadza się z domu, ma dość rodziców którzy są zapatrzeni w jej młodszą siostrę, bardziej się przejmują swoją pracą czy podopiecznymi niż nią.
Nie ma określonego charakteru, poprzez sytuację kiedy jej przyjaciółka oraz chłopak 'zdradzili' ją, zmienila się, a przynajmniej próbowała.

Justin. [1] [2]
Cwaniaczek jeden, jest typem podrywacza, jednak jego "praca" zobowiązuje go do robienia rzeczy, które często pozbawiają go młodości, nie zawsze może poszaleć z przyjaciółmi.
Jego celem jest Destiny Black.
Tutaj pytanie wygląda tak: Czy chłopak zmieni się, i nie będzie uzależniony od woli Finn'a.

Amanda. [1]
Od zawsze była fałszywą osobą a także przyjaciółką, ubrała sobie na cel chłopaka Destiny, po prostu chciała go mieć, chciała odebrać jej wszystko. Pytanie tylko, czy zmieniła się?

Dylan. [1]
Co tu dużo mówić, typ sportowca, jednak się zmienia odkąd jest razem z Amandą, jednak troszczy się o nią i ich dziecko. Traktuje Destiny trochę za poważnie jak na swoją byłą, może jeszcze coś do niej czuje?

Finn.[1]
Ten człowiek jest cholernie niebezpieczny oraz nieprzewidywalny. Ból człowieka robi mu przyjemność, a jego hobby to uprzykrzanie ludziom życia.
Tagi: Rozdział 5.
04.04.2012 o godz. 18:23
Nie moja wina że obraliście na cel Destiny Black, twarda z niej sztuka.

Chwilę po tym, jak chłopak objął mnie ramieniem, zadzwonił mój telefon. Nawet nie patrząc na wyświetlacz kto dzwoni, odrzuciłam połączenie.
-Nie odbierzesz? - zapytał się z zaciekawieniem wymalowanym na twarzy.
-Nie mam ochoty z nikim rozmawiać, a że ty zawsze musisz jednym słowem wsadzić swoje cztery litery w moje życie, to już inna bajka.
Rozmawiałam z Justinem dość długo, w końcu nie był jakimś podrywaczem czy kimś takim, a zwykłym przyjacielem.
O dwunastej poszliśmy wolnym krokiem w stronę naszej kamienicy, w sumie to nie jest kamienica, tylko luksusowy wieżowiec z apartamentami.
Najczęściej rodzice chcąc się pozbyć swoich nastoletnich dzieci kupują im mieszkanie właśnie tutaj. Prosta sprawa.

*


Kiedy doszliśmy we dwójkę do naszych mieszkań, bez zbędnych przedłużań pożegnaliśmy się i weszliśmy do siebie, pierwszym ruchem jaki wykonałem było wyciągnięcie telefonu i zadzwonienie pod dobrze znany mi numer.
-Jestem sam, u siebie. - szybko powiedziałem na wstępie.
-Justin postaraj się lepiej. To już ponad miesiąc! Każda poprzednia twoja ofiara zakochiwała się w tobie po trzech tygodniach, a co z Destiny? Wszyscy jesteśmy wkurzeni, nie możesz tego przyspieszyć?
-Nie moja wina że obraliście na cel Destiny Black, twarda z niej sztuka.
-Dzisiaj właśnie widzieliśmy jak o szóstej rano biegaliście po mieście. A ta urocza scenka na klifie...! Powinniście się co najmniej całować.!
- powiedział oskarżycielskim głosem Finn. - W czwartek o dwunastej pierwsza część ma być wypełniona.
-Ale mam tylko trzy dni!
-Wymyśl jak zrobisz żeby ta mała się w tobie zakochała
. - powiedział po czym się rozłączył. Jednak ja jak jakiś głupiec wsłuchiwałem się przez chwilę w sygnał, kiedy już się ogarnąłem rzuciłem moim telefonem o kanapę.

Jak sprawić żeby Destiny Black do czwartku zakochała się we mnie bezgranicznie? Myśl Justin, myśl! Nie takie misje musiałeś wypełnić.

Nagle wpadłem na genialny pomysł, chyba nawet gdzieś go w filmie widziałem. Znaczy genialny to on nie był, ale zawsze można spróbować, lepsze próby niż nic. I tak jestem obserwowany 24h. na dobę, co to tam kilku gostków z aparatem, zupełnie jakbym był jakąś gwiazdką. -.-
Wracając, jak pomyślałem tak zrobiłem, chwilę poczekałem pod drzwiami mieszkania dziewczyny, aż mi otworzyła będąc w samej bokserce oraz bieliźnie. Nie powiem, wyglądała bardzo seksownie, do tego mokre włosy, które przyklejały się na jej zgrabne ciało.
-Um... Justin, co ty tu robisz? - z myśli na temat jej wyglądu, wyrwał mnie jej głos.
-Chciałem spędzić z tobą czas czy coś. - powiedziałem z chrypką w głosie, dziewczyna wpuściła mnie do środka.
-Zaczekaj tutaj, ja skoczę tylko po dresy. - powiedziała, jednak ja nie zamierzałem jej wysłuchać, poszedłem za nią, skradając się. W progu drzwi chwilę popatrzyłem na dziewczynę, następnie podszedłem do niej najbliżej jak się dało i złożyłem delikatny pocałunek na jej karku.
-Justin co ty tu...? - dziewczyna z pewnością była zdezorientowana, ale to nic.
-Bo ja ten no... wiesz. Podczas tych pięciu i pół tygodnia zdałem sobie sprawę z czegoś.
-Z czego?
Jednak ja jej nie odpowiedziałem, zacząłem ją całować, nawet nie wiem kiedy znaleźliśmy się na łóżku, cały czas całowaliśmy się bardzo namiętnie, czasami tylko zrobiliśmy przerwę, aby wziąć oddech.
-Justin.. - wyszeptała.
-Cii... - przyłożyłem palec do ust dziewczyny, spojrzałem w jej oczy, które wyrażały niepewność, żar, sam nie wiem co. W końcu zacząłem zdejmować z niej bokserkę, już po chwili byliśmy w samej bieliźnie....

Od autora: Um... mam nadzieję że się spodoba, to już drugi dzisiaj. :3 Mi się nawet to spodobało, a wam?
Tagi: Rozdział 4.
01.04.2012 o godz. 22:13
Przez chwilę czułam się... bezpieczna, jakby bez problemów - wolna. Jednak tak szybko jak pojawiła się ta wizja, tak samo szybko zniknęła.

Zwolkłam się z łóżka nie wiem o której godzinie, ale zdecydowanie za wcześnie, bo było jeszcze ciemno. Postanowiłam ogarnąć moje mieszkanie, które jeszcze przytulnym nie można nazwać.

Ze słuchawkami w uszach, chodziłam po całym mieszkaniu i dla zabicia czasu ogarniałam je. Oczywiście nie obyło się bez wspomnień, kiedy wyciągałam chociażby zdjęcia, płyty...
Moje myśli przerwał dźwięk oznajmiający że dostałam wiadomość, byłam w wielkim szoku widząc numer nadawcy tej wiadomości tekstowej.

Czyli co? Już się z niego wyleczyłaś? Ohh.. to takie straszne! Nie martw się Dylan już o tobie zapomniał. Cieszę się że ty też zapomniałaś.
Am.


Zostawiłam wszystko tak jak leżało, założyłam bluzę, słuchawki, telefon, klucze i wybiegłam z mieszkania. Jakoś tak.. Moje myśli były jak pociski... Było ich tysiące, miliony na minutę.
Nawet nie wiem kiedy, ale przybiegłam na klif. Usiadłam na ziemi, a moje nogi zwisały w stronę morza.
Łzy cisnęły się do oczu, czułam się bezsilna, a to miejsce działało na mnie w swój niepowtarzalny sposób.
-Znowu spotykamy się tutaj Destiny. - powiedziała osoba stojąca za nią. Nie musiałam się odwracać, żeby dowiedzieć się kto tam stoi. Otarłam łzę z policzka, i przeniosłam wzrok na morze. - Możesz mi powiedzieć co się dzieje? - usiadł obok mnie i przytulił mnie swoim ramieniem.
Przez chwilę czułam się... bezpieczna, jakby bez problemów - wolna. Jednak tak szybko jak pojawiła się ta wizja, tak samo szybko zniknęła.

Od autora: Rozdział nie zadowala nikogo, prawda? Przepraszam, nie mam weny, humoru, zdrowia na to. Nie będę wam tutaj kadzić o moich problemach, więc spokojnie napiszę: Przepraszam.
(tak wiem, długość jest beznadziejna)
Tagi: Rozdział 3.
01.04.2012 o godz. 16:39

Moje drogie czytelniczki, przepraszam. od tygodnia próbuję coś napisać, jednak nie umiem. Ani zdrowie nie pozwala, ani życie na napisanie czegoś z sensem...
Może powinnam zrobić przerwę, albo zacząć pisać coś... innego.
Proszęo pomoc. :)
Kocham was.
Paradise.
24.03.2012 o godz. 00:26
Czasami człowiek jest zbyt słaby na to wszystko, traci wiarę na lepsze jutro, a z czasem również traci sens i chęć życia...

Nie przejmując się tym że moje mieszkanie jest zapełnione pudłami czy coś, usiadłam na oknie, włączyłam muzykę i świętowałam tak właśnie swoje osiemnaste urodziny...
Cisze i spokój przerwało mi uporczywe pukanie do drzwi, wstałam i otworzyłam je.
-Cieszę się jak cholera że kolejna osoba się tu wprowadziła... - zaczął sarkastycznie chłopak - Ale moja sąsiadka się skarży na twoją muzykę, więc do jasnej cholery ścisz to. Humoru nie mam, co się równa z tym żebyś nie zadzierała ze mną.
-Tak się składa kochany sąsiedzie... - również sarkazm - Że spędzam właśnie swoje osiemnaste urodziny na czymś takim, więc radzę żebyś i ty ze mną nie zadzierał. - uśmiechnęłam się sarkastycznie i chciałam mu zamknąć drzwi przed nosem, ale przeszkodziła mi jego noga. - Czego?
-Wpraszam się.. - uśmiechnął się chłopak i zdjął bluzę którą miał na sobie...
-Prześladujesz mnie. - westchnęłam, odwracając się w przeciwną stronę niż szatyn.
Po chwili znowu stałam przy oknie z kubkiem czekolady. Patrzyłam tępo przed siebie i powstrzymywałam się od łez, czasami człowiek jest zbyt słaby na to wszystko, traci wiarę na lepsze jutro, a z czasem również traci sens i chęć życia...

Po jakiejś godzinie spędzonej w jednym pomieszczeniu z chłopakiem, gwałtownie wstałam i skierowałam się do pokoju który ma być moją sypialnią i tak jak gdyby nic zaczęłam grzebać w pudłach. Doznałam takiego małego olśnienia, a po dwudziestu minutach wszystkie pudła z sypialni były już rozpakowane, nie licząc tych z ubraniami które stoją w garderobie.
-Fuck, fuck, fuuuuck! - zaczęłam się wyżywać słownie.
Chwyciłam telefon i zsunęłam się po ścianie w dół, zaczęłam myśleć o sławnym ' a co gdyby...'. W tym wypadku było, co gdyby nadal byłabym tą samą starą Destiny, zanim zaczęła się chować pod bluzami, oraz zanim zaczęła odprychać ludzi.
Coś mnie podkusiło i wyciągnęłam telefon, po czym zaczęłam pisać wiadomość, oczywiście jestem taką idiotką że robie rzeczy, które nie powinny mieć miejsca.

Nie powinnam tego robić, ale robię. Znasz mnie, wiesz że zawszę robię to czego nie powinnam. Zmierzam do tego, że chcę ci podziękować za te chwile które miały miejsce w przeszłości. Nie będę przecież płakać że coś się skończyło, a cieszyć że to przyrafiło. Czyż nie tego chciałeś?

~Destiny.


Osłożyłam telefon, po czym znowu poszłam do salonu, sprawdzić czy chłopak znajduje się jeszcze w pomieszczeniu, jednak nie zastałam go tam, ale zostawił po sobie kartkę.

My Destiny,
Musiałem już iść, ważny telefon. Jednak mam nadzieję że spotkamy się jeszcze kiedyś, zadzwoń [xxx - xxx - xxx]

Twój Justin.

Mój Justin?! O co temu człowiekowi może chodzić? Znamy się może półtorej miesiąca, a ten cały czas mnie nazywa 'my destiny' do tego mój Justin...
Żyję już jakiś czas na tym świecie, i wiem że prawdziwa miłość ie istnieje. Jest tylko zauroczenie, ewentualnie jeśli związek trwa dłużej nazywamy to przyzwyczajeniem do drugiej osoby. Do czego dązę? Do tego że jest to za słodkie jak na mnie, więc nie piszę się na 'Twój Justin' . Koniec, kropka.

***

Paradise wita po ponad tygodniowej przerwie, miałam duże problemy ze zdrowiem, szkołą, życiem itd...
Postaram się pisać częściej, jednak wena mnie ostatnio opuszcza. ;c
Dziękuję wszystkim za te komentarze, to naprawdę wiele dla mnie znaczy. Kiedy przeczytałam że ludziom podoba się ta historia, moje serce jakieś salta nzaczęło nakurwiać, a oczy miałam jak 5zł. :)
Dziękuję i pozdrawiam,
Paradise.
Tagi: Rozdział 2.
18.03.2012 o godz. 21:22
Życie nie jest bajką...

Stoję właśnie na wielkim klifie, moje włosy rozwiewają na wszystkie strony świata, na dole morze szaleje, zaczyna padać deszcz. Wygląda to jak jakaś scena z filmu romantycznego.. Ale my nie żyjemy w filmie, życie nie jest bajką...
-Dziewczyna taka jak ty nie powinna teraz tutaj być. - powiedział jakiś głos za mną, odwróciłam się i ujrzałam chłopaka którego spotykam tutaj już jakiś czas, a kaptur który miał na głowie zasłaniał całą jego twarz.
-Dziewczyna taka jak ja? Nie znasz mnie, skąd możesz wiedzieć jaka jestem? - powiedziałam odwracając się od niego i znowu patrząc w morze.
-Znam się na ludziach. - odpowiedział spokojnie.
-Nie zdaje mi się.
-Czyżby? Chowasz się pod tymi bluzami, odpychasz od siebie ludzi których kochasz...
-Dobra jesteś niezły, ale wiem dlaczego. Masz to samo. - powiedziałam już próbując patrzeć się w jego oczy, a on uśmiechnął się nikło.
-See you, my destiny. - powiedział i odszedł.
Wgapiałam się jak idiotka w miejsce gdzie on odszedł, a po chwili ocknęłam się, poszłam do samochodu i odjechałam w stronę domu.
Z dźwiękiem trzaskanych drzwi wpadłam do domu, a wszystkie pary oczu siedzące w salonie przeniosły wzrok na mnie. Stwierdziłam że nie ma po co zagłębiać się z nimi w dłuższą rozmowę i wbiegłam po schodach do siebie.
-Panno Black czy będziesz nas traktować jak niewidzialnych?! - za moimi plecami usłyszałam głos ojca.
-Zdarza się, coś jeszcze? - odparłam szorstko nawet nie odwracając się w jego stronę.
-Gdzie byłaś po lekcjach?! Martwiliśmy się o ciebie!
-Nie rozśmieszaj mnie. - pozwoliłam sobie stanąć twarzą w twarz z ojcem - Nie przejmujecie się mną, tylko tą swoją pracą, bardziej was interesują wasi podopieczni niż ja! A teraz zostaw mnie w spokoju, mam zamiar robić coś.
Po chwili od mojej wypowiedzi ojciec wyszedł, a ja położyłam się na łóżku i myślałam nad tym czy dobrze robię...
Tak intensywnie myślałam że sen mnie zmorzył i nie wiedząc kiedy zasnęłam.

Obudził mnie dźwięk mojego telefonu, oznajmiający mi że mam wstać, do tego chyba służy budzik, nie? Wstałam leniwie z łóżka, wzięłam czarne rurki, czarną bokserkę i granatową bluzę, odświeżyłam się a następnie ubrałam we wcześniej naszykowane ubrania. Do mojego plecaka wsadziłam jakieś zeszyty, do kieszeni telefon i słuchawki, zaszłam do kuchni, wzięłam małą butelkę wody i poszłam do szkoły.
Pod murami szkoły zauważyłam że wszyscy są zajęci gadaniem o czymś, że nawet nie usłyszałam żadnej złośliwej uwagi na swój temat.
Wchodząc do szkoły usłyszałam już o co się rozchodzi, jakiś chłopak został wywalony ze szkoły rywalizującą z naszą, i dzisiaj przychodzi do nas.
Po dzwonku weszłam szybkim krokiem do sali i usiadłam jak zwykle w rzędzie pod oknem w ostatniej ławce. Pan Tanner zaczął coś gadać o Hemingway'u, a ja bazgrałam w zeszycie jakieś różne rzeczy...
-Destiny czy ja tobie przeszkadzam? - powiedział stojący nade mną Tanner.
-Nie, może pan kontynuować tą gadkę o Hemingway'u. - powiedziałam obojętnie i wróciłam do rysowania, nauczyciel chyba chciał jeszcze cos powiedzieć, ale przeszkodził mu ktoś wchodzący do klasy, po czym automatycznie każdy - z wyjątkiem mnie zaczął szeptać.
Olałam ich wszystkich i czekałam aż zadzwoni dzwonek na przerwę...

Wychodząc ze szkoły poczułam jak ktoś rzuca się na mnie, a chwilę później usłyszałam głos szatyna.
-Witaj, jedziesz ze mną na klif? - wyszeptał mi do ucha, dzięki czemu zwrócił uwagę wszystkich wkoło, prawdopodobnie w tej chwili staliśmy się głównym tematem plotek.
-Bardzo interesująca i kusząca propozycja, aczkolwiek nie skorzystam,. - odpowiedziałam dosyć chamsko i odeszłam od niego, zostawiając go na środku placu. Wsadziłam słuchawki do uszu i usłyszałam kojącą muzykę Eminema.
Po dwudziestominutowym marszu byłam w domu, na szczęście nikogo nie było.. Tylko nie wiem czy mam się cieszyć czy płakać, w końcu osiemnaście lat kończę, a jestem sama.
Bez zbędnych myśli wzięłam swoje walizki. spakowałam je do samochodu i odjechałam.

♥ ♥ ♥


Przepraszam za nieobecność, wracałam do zdrowia i musiałam dużo się uczyć... 6 sprawdzianów musialam napisać. O.o i co najlepsze, jestem genialna. xD
Obiecuję że postaram się pisać mniej beznaziejne rozdziały od tyego, a jeśli wena dopisze i będzie trochę komentarzy to może wieczoram dodam rozdział drugi. :)
Pozdrawiam.
Tagi: Rozdział 1.
10.03.2012 o godz. 14:56

Prolog.

Zakładam kaptur na głowę, włączam muzykę i jestem już w innym świecie. Podobno wyglądam na silną psychicznie, zimną, bez uczuć sukę. Realia są inne, silna psychicznie nigdy nie byłam, odpychając ludzi na których zaczyna mi zależeć, których kocham, stosuję swoją najlepszą taktykę na obronę przed bólem i cierpieniem.
Jestem jak każdy inny człowiek, może czasami bywam nieco bardziej wredna, uparta, pyskata itd. ale uczucia mam.
Jak każdy nastolatek swoje problemy powierzam muzyce oraz życiu, jak to mawiają 'Niech dzieje się, co chce' bądź 'Niech dzieje się wola boża.'
Tak naprawdę chowam się pod bluzami z kapturami, ale uświadamiam sobie to za późno, błędy oraz uczucia również uświadamiam sobie zbyt późno.
Już tylko pozostaje puste spojrzenie przez okno, gdzie widać panoramę miasta oraz gorąca kawa w ręku z muzyką w tle. Tak mogę spędzać wieczore do końca, na myśleniu nad swoimi błędami...

###
Prolog nie wyszedł taki, jaki miał być.. No ale pisałam go o piątej w nocy, więc dziwić się nie można.
Mam nadzieję że historia którą zaczynam tworzyć spodoba się wam.
Pozdrawiam moje kochane i niezawodne czytelniczki. :*
Tagi: Prolog.
02.03.2012 o godz. 11:26
Paradisex3 Bloblowicz on-line
Keep bleeding love...
O mnie: Codziennie próbuje uporać się ze swoimi problemami. Pragnie podnieść głowę do góry, uśmiechnąć się, dać odejść w zapomnienie troskom i problemom ... Po prostu żyć pełnią życia...
statystyki